poniedziałek, 9 stycznia 2017

Świąteczny plan minimum w dekoracji wnętrz

Minione już Święto Trzech Króli bywa zwieńczeniem blisko dwutygodniowego okresu bożonarodzeniowego. Oczywiście według tradycji trwa on aż do drugiego lutego, jednak dla większości kończy się właśnie teraz. To zatem ostatnia chwila, by za sprawą kilku zdjęć pokazać Wam nasze święta, a zarazem zdradzić sekret planu minimum.




Czym jest plan minimum? W przypadku wprowadzania do wnętrz świątecznego nastroju opcje są dwie. Jeśli zatem nie należysz do znaczącej mniejszości, która swoich domów nie dekoruje, ale też nie masz na to zbyt wiele czasu (bo np. jesteś mamą trzymiesięcznego brzdąca) z pewnością Twój wybór padł na jedną z nich. Absolutne minimum to zakup gotowych dekoracji i ustawienie ich na stołach, półkach czy szafeczkach. Zalety? Błyskawiczny efekt. Wady? Cena!!!
Ja zdecydowałam się na drugą opcję, nieco bardziej wymagającą, ale nadal mieszczącą się w ramach planu minimum. Wystarczyło zajrzeć do pudła z napisem "ozdoby świąteczne" i zestawić je z gałązkami jodły i świerka. Do efektu wprost z wnętrzarskich pism było daleko, jednak iście bożonarodzeniową, przytulną atmosferę udało mi się - mam nadzieję - wyczarować.

Dominowały: biel, złoto i srebro.


W roli wigilijnego śniadania pyszna włoska babka Panettone.


Nie obyło się oczywiście bez nastrojowego oświetlenia, które chyba najszybciej tworzy prawdziwie magiczną atmosferę.


Jedynym utrudnieniem (poza własnoręcznym wykonaniem biało-złotych rozet z jednego z powyższych zdjęć) było wyszycie pierwszych liter imion bliskich osób. Filcowe gwiazdki zagościły na prezentach.



A u teściów - gdzie spędziliśmy święta, wystrój domu zachwycał. Biel, złoto i czerwień - najpiękniejsze bożonarodzeniowe barwy. Na zdjęciu jeden z prezentów dla dziadków od Hani - bombka z szesnastoma zdjęciami. 



To Boże Narodzenie było pierwszym w życiu małej Hani. Z pewnością niewiele będzie pamiętać, dlatego tak ważną rolę odegrają kiedyś te zdjęcia. W samych świętach zabrakło mi trochę tradycji, które pamiętam z dzieciństwa: wypatrywania pierwszej gwiazdki, dodatkowego nakrycia dla niespodziewanego gościa, sianka pod obrusem i jeszcze kilku innych kultywowanych w moim rodzinnym domu. W przyszłości, kiedy to do nas rodzina będzie przyjeżdżać postaram się bardziej zatroszczyć o symbole, bo z własnego doświadczenia wiem, jak pięknie kreują obraz świąt. Póki co udało mi się jedynie zapoczątkować nowe tradycje: log out do rzeczywistości bez sieci, czytanie córce "Opowieści wigilijnej" i pichcenie nowych świątecznych potraw już po świętach. Mam nadzieję, że dzięki temu moja córka będzie do końca życia wspominać te chwile.


Tradycji może trochę zabrakło, ale prezentów było aż za dużo. Skłoniły mnie to nawet do pewnych przemyśleń. Najwyraźniej byłam w tym roku wyjątkowo grzeczna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz